Współczesny patriotyzm – Quo Vadis, Polacy?

polska

Minęło kilka dni od 98. rocznicy Święta Niepodległości, a dalej nie milkną echa po wydarzeniach związanych z tym świętem, czy też po wygranym meczu naszych reprezentantów z Rumunią podczas eliminacji Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Oba zdarzenia były dla nas wyjątkowe, gdyż mogliśmy z pełnym przekonaniem i świadomością celebrować przywiązanie do barw biało-czerwonych. Niemniej jednak obserwuję od jakiegoś czasu polskie społeczeństwo i zastanawiając się nad rozwojem naszej historii, kultury i tradycji w końcówce XX i początku XXI wieku, staram się zdefiniować jedno proste pojęcie – współczesny patriotyzm.

Kiedy byłem mały, z przyjemnością słuchałem historii swoich dziadków, babć i rodziców. Opowiadali mi oni o swoich trudnych czasach II wojny światowej oraz życiu w czasach komunizmu. I choć doświadczyli oni naprawdę wielu przykrych i niewyobrażalnych wydarzeń, to nigdy nie powiedzieli mi, że pragną uciec z tego kraju, żywiąc do niego nienawiść czy niechęć. Wręcz przeciwnie – chcieli zostać, bo widzieli tu iskierkę nadziei na lepsze jutro.  Kiedy dorastałem, moja świadomość dotycząca wielu kwestii się zwiększała i byłem w stanie coraz więcej zrozumieć z otaczającego mnie świata. I dziś, mając 26 lat, patrzę na swoje i młodsze pokolenie i zadaję sobie proste pytanie – Quo Vadis, Polacy?

Moi rodzice wielokrotnie przekazywali mi wartości związane z patriotyzmem, ale nie do końca je rozumiałem. Do czasu, gdy zaangażowałem się w organizację Światowego Festiwalu Chórów Polonijnych, podczas którego przyjeżdżali do Koszalina chórzyści-Polacy, mieszkający zagranicą, którzy chcieli przypomnieć mieszkańcom o swoim istnieniu, prezentując tańce ludowe oraz patriotyczne pieśni chóralne. To był jeden z pierwszych momentów uświadomienia sobie, czym jest patriotyzm. Ale gdzieś głęboko czułem, że nie wiem jeszcze wszystkiego. I ten przełom nastąpił w trakcie pobytu w Japonii.

Był taki moment w moim życiu, że szczerze pragnąłem wyjechać z Polski. Czułem się tu źle, brakowało mi perspektyw, a w gronie znajomych były osoby, które nie do końca dobrze mi życzyły. Te nagromadzone przyczyny spowodowały, że moja motywacja i determinacja do wyjazdu z kraju stawała się większa. W chwili, gdy już byłem w Japonii, czułem ulgę i wewnętrzny spokój. Pracując w przedszkolu i rozmawiając z mieszkańcami Hamury, pytałem się ludzi, czym dla nich jest patriotyzm. Najczęstszą odpowiedzią z ich strony było „To wszystko, co widzisz.”. Przez wiele tygodni drapałem się po głowie, próbując dociec tego, co to zdanie oznacza. Odpowiedź znalazłem, gdy zacząłem się dzielić z nimi polskimi tradycjami i kulturą. Takimi momentami były wizyty w różnych tokijskich dzielnicach, czy też podczas Festiwalu Świątecznego w moim przedszkolu Gonokami. Mając na sobie różne ubrania z symbolami Polski lub przedstawiając tradycje ludowe, dorośli i dzieci zaczepiali mnie, pytając się o Polskę. I nie były to najczęściej pytania o górnolotne wartości, ale codzienne rzeczy – jak mi się tam żyje, jak brzmi mój ojczysty język, co warte jest zobaczenia lub jaką mamy kuchnię. Dopiero podczas tych rozmów ujrzałem w Japończykach to, czego nie mogłem dostrzec na samym początku – że patriotyzm nie polega tylko i wyłącznie na celebrowaniu patetycznych wartości i symboli narodowych w wybrane święta, ale też na codziennych, małych rzeczach – ludzkiej życzliwości, uczciwości, szacunku i radości z tego, że mogą być po prostu obywatelami Japonii. Wtedy zrozumiałem, jak bardzo mi brakuje ojczyzny.

Wizyta w Akihabarze - jednej z prowincji Tokio

Dziś, patrząc na polskie społeczeństwo, odnoszę wrażenie, że współczesny patriotyzm idzie w złym kierunku. Nasilające się działania skrajnych organizacji narodowych, które kierują się radykalnymi i agresywnymi zachowaniami, prędzej zniechęcają do utożsamiania się z polskimi wartościami i symbolami. A na dodatek sprawiają, że Polacy zamiast na wspólnym budowaniu lepszej przyszłości, skupiają się na tym, jak sąsiadowi „założyć kosę”. Bo jak nazwać patriotą człowieka, który pomimo noszenia koszulki i bluzy z obrazem polskiego godła czy znaku „Polski Walczącej”, za jedyny argument uważa agresję i chamstwo wobec drugiego człowieka. Czy niszczenie zabytków lub miejskiego mienia  świadczy o tym, że jesteśmy lojalni wobec własnego kraju? Czy bojkotowanie Lidla lub Biedronki, które dostarczają miejsc pracy dla nas oraz różnorodnych towarów, wpłynie pozytywnie na naszą gospodarkę? Chyba nie.

Zgadzam się z tym, że historię należy szanować i przypominać młodym pokoleniom, aby uświadomić im, o co walczyli nasi dziadkowie i rodzice. Ale patrząc na swoje doświadczenia uważam, że najlepszym wyrazem szacunku i uhonorowaniem wysiłków naszych przodków nie powinno być tylko obnoszenie się ze swoją polskością. Cieszenie się codziennymi, prostymi rzeczami, takimi jak zwykłe „Dzień dobry” w sklepie, przechadzanie się po polskich ulicach czy zjedzenie porządnego schabowego, powinno być dla nas wyrazem wdzięczności i dumy za to, że żyjemy w kraju wolnym od wszelkich konfliktów zbrojnych lub religijnych. Bądź co bądź Polska jest naprawdę niezwykłym krajem, z wieloma pięknymi regionami do zwiedzania. I pomimo swoich wad, jako naród możemy się pochwalić wieloma osiągnięciami w dziedzinie nauki, kultury i sportu, dzięki którym nasi sąsiedzi nas cenią i chwalą. Pamiętajmy – Polska  jest naszym domem, w którym powinniśmy dbać o porządek i ład, aby móc czuć bezpieczeństwo, spokój i radość. I z takim nastawieniem wspólnie twórzmy lepszą przyszłość, za którą nasze dzieci i wnuki będą mogły nam podziękować.

Kacper Papiernik

This entry has 0 replies