Hejtoholizm – moda czy choroba XXI wieku?

hate

Kiedy 15 lat temu Internet stawiał swoje pierwsze kroki w moim domu, zastanawiałem się, co się za nim kryje. Miał w sobie tyle tajemnic i możliwości, że głowa mała. Jego idea była prosta – zwiększenie dostępu do wiedzy, edukacji oraz kontaktu ze światem zewnętrznym. Wraz z jego rozwojem odnosiło się wrażenie, że ta idea została zachowana – zaczęły powstawać portale informacyjne, kanały społecznościowe, których zadaniem było dostarczenie istotnych informacji z różnych dziedzin naukowych oraz pomoc ludziom w komunikowaniu się z całym światem. Ale dziś budzę się w przekonaniu, że Internet staje się narzędziem nie do budowania i jednoczenia, lecz niszczenia i dzielenia. I nie jest to w żadnym wypadku wina Internetu. Jest to wina nas – ludzi, którzy z tego narzędzia korzystają.

Granica między krytyką a hejtem

Przez wiele lat myśleliśmy, że w Internecie jesteśmy anonimowi. Rozwój portali informacyjnych pozwolił nam na wyrażanie swoich opinii w postaci komentarzy. Co więcej, obecnie nie musimy nawet podawać swoich danych osobowych, tylko wystarczy teraz wpisanie nicku i „Hulaj dusza!” – możemy śmiało pisać, co nam ślina na język przyniesie. Każdego dnia przeglądam takie portale, aby dowiedzieć się, co ciekawego dzieje się w Polsce i na świecie. Mam takie zboczenie zawodowe, że zaglądam często komentarze zamieszczone pod artykułami i za każdym razem jestem zaskoczony faktem, ile opinii „ad personam” wylewa się w Internecie. Rozumiem, że można się nie zgodzić z treścią artykułu lub czyimś komentarzem. Ale rozpoczęcie zdania od „Ty idioto”, „Ty pedale”, „Ty pajacu”, wydaje się być lekką przesadą. Jak widać, pewien poziom anonimowości i jednocześnie bezpieczeństwa w sieci pozwala na wylewanie swoich negatywnych emocji w taki oto sposób.

Inaczej sytuacja wygląda, gdy trafiamy na portale społecznościowe – Facebook, Twitter, Instagram. Tu nie ma miejsca na anonimowość. Wyrażamy swoje poglądy podpisując się imieniem i nazwiskiem, a także swoim zdjęciem profilowym czy miejscem zamieszkania. Mimo wszystko skala negatywnych i zawistnych komentarzy jest porażająca. I nie chodzi tu tylko o wyzywanie od kretynów, debili, chujów itd., ale również pojawiają się pogróżki związane z potencjalnym zagrożeniem życia drugiej osoby. Mało? Dodam jeszcze fakt, że tego typu komentarze mają najwięcej lajków, co świadczy o tym, że osoby popierają tego typu czyny i działania. To pokazuje, że sytuacja zdecydowanie wymyka się spod kontroli, gdyż ta granica między merytoryczną i uargumentowaną krytyką, a czystym nienawistnym hejtem się po prostu zaciera. A jakie mogą być tego konsekwencje?

Swego czasu było głośno o sytuacji Filipa Chajzera, dziennikarza TVN-u, który dla żartów wysmarował samochód TV Republika resztkami jedzenia. Wielu fanom się to nie spodobało, a w szczególności jednemu człowiekowi, który przesadził z krytyką i poruszył bardzo delikatną kwestię dotyczącą śmierci syna Chajzera. Ten komentarz tak dotknął dziennikarza, że postanowił upublicznić tego człowieka, przekazując innym czytelnikom, że są pewne granice, których nie należy przekraczać. Konsekwencje ostatecznie były takie, że ów krytyk został pobity w swoim domu. W strachu i bezradności internauta przeprosił za swoje zachowanie i prosił o wybaczenie. Chajzer wybaczył. Inna sytuacja wydarzyła się stosunkowo niedawno w rodzinie Małyszów, gdzie internautka przez kilka lat nękała córkę i żonę naszej legendy, używając wulgaryzmów i gróźb karalnych. Znając sytuację Filipa Chajzera, państwo Małysz postanowili pójść tą samą metodą, aby przestrzec innych przed takimi czynami, jednocześnie chcąc pomóc dziewczynie, która w ich opinii była chora psychicznie.

Polak Polakowi wilkiem

Podczas studiów wielokrotnie podróżowałem zagranicę, chcąc poznać zwyczaje tamtejszych mieszkańców. Rozmawiałem z nimi, czytałem portale informacyjne oraz obserwowałem ich wpisy na Facebooku. Choć znajomych obcokrajowców mam znacznie mniej niż Polaków, to statystycznie spotykam się ze znacznie bardziej pozytywnym podejściem do życia niż u nas.

Żyjemy w przeświadczeniu, że jesteśmy jednym z najbardziej rozwiniętych krajów Europy Środkowo-Wschodniej pod względem technologicznym i ekonomicznym i mamy dość duże znaczenie w rozwoju Unii Europejskiej. Mówiło się przez wiele lat, że ciągle nam brakuje do Zachodu w kontekście rozwojowym. Zgadzam się z tym. Ale ta różnica tkwi w mentalności. Dożyłem czasów, gdzie trudniej jest mi się dogadać we własnym języku niż obcym. Gdzie jedynym sposobem na uzyskanie rozgłosu i poparcia są słowa zawiści i agresji wyrażane w Internecie, nie czyny. Gdzie sukcesy sportowe lub naukowe nas nie cieszą, a co więcej – krytykujemy za słaby wynik i pragniemy więcej (WTF?). Gdzie Polak traktuje Polaka lub Polkę nie jak brata lub siostrę, ale jak potencjalnego wroga. A zapominamy o jednej bardzo ważnej kwestii – nie jesteśmy w Internecie anonimowi. Dziś Facebook czy Instagram są naszą wirtualną wizytówką, które pokazują nam, jacy naprawdę jesteśmy – jakie mamy poglądy, pasje i marzenia. I to co zamieścimy na tablicy, zostanie tam na zawsze. A konsekwencje naszych czynów mogą być czasem brutalne, zarówno pod względem osobistym, jak i zawodowym.

Rozumiem, że nastały trudne dla nas chwile, w szczególności w kontekście wydarzeń politycznych. Nie ma możliwości ucieczki przed tym, musimy z tym żyć. Ale świadomość zrobienia krzywdy fizycznej lub psychicznej drugiemu człowiekowi dla własnych egoistycznych pobudek jest bardziej bolesna niż to, co możemy zobaczyć w sieci. Zastanówmy się, czy krytykując coś lub kogoś, sami nie jesteśmy lepsi w swoich poczynaniach. Życie potrafi dopiec i rzucić nam mnóstwo kłód pod nogi. Ale zamiast brać te kłody i napieprzać się nimi jak dzikusy, wykorzystajmy je wspólnie jako środek do budowania i tworzenia nowoczesnego i innowacyjnego kraju, z którego będziemy mogli być dumni. Tylko pozostaje pytanie – czy my, młodzi i inteligentni ludzie, będziemy w stanie oprzeć się fali tsunami pełnej nienawiści?

Kacper Papiernik

This entry has 0 replies