Podążając za marzeniami: część III – Próba Wytrwałości

bez-tytulu
Ostatni egzamin – Próba Wytrwałości

Gdy zbliżał się koniec roku akademickiego, powoli godziłem się z tym, że moje marzenie pozostanie jedynie niespełnionym snem i fantazją. Choć moja obecna dziewczyna podnosiła mnie niejednokrotnie na duchu i próbowała motywować mnie do ponownego starania się o wyjazd, to efekty były mizerne. W kwietniu 2012 roku dostałem niezapowiedzianego e-maila do Chisy z zapytaniem o to, jak idą sprawy związane z wyjazdem. Opowiedziałem jej swoją historię oraz to, że stanąłem w martwym punkcie. Jej odpowiedź była dla mnie zaskakująca – powiedziała, że ponownie zmobilizuje się i zarekomenduje mnie firmom w całej Japonii. Ostatecznie wysłała ponad 100 e-maili w związku z moją sprawą. Czytając to wszystko, miałem ochotę płakać. Nie mogłem zrozumieć i uwierzyć w to, jak wiele ona miała w sobie determinacji i siły, aby mi pomóc w spełnieniu mojego marzenia. Pomimo tylu niepowodzeń, wierzyła we mnie i nie poddawała się. W tamtym momencie czułem się cholernie głupio i bezsilnie, że stałem się człowiekiem słabym, bez wiary i odwagi w drodze do odnalezienia upragnionego szczęścia. W tym momencie narodziła się ostatnia z prób – PRÓBA WYTRWAŁOŚCI.

Odrodzenie i ostatnia szansa

Po dwóch tygodniach, przeglądając skrzynkę pocztową, dostałem e-maila odnośnie trzeciej oferty, którą podesłała mi na samym początku Chisa. Była to wiadomość od koordynatorki praktyki edukacyjnej w przedszkolu. Bardzo przepraszała mnie za zwłokę, gdyż w wyniku dużego zaangażowania w działalność AIESEC, zapomniała o mojej aplikacji. Jednocześnie zaproponowała termin rozmowy kwalifikacyjnej, aby móc ocenić moją kandydaturę. Ta informacja była dla mnie jak grom z jasnego nieba. Nagle w jednej chwili moje życie zmieniło się o 180 stopni i nie mogłem uwierzyć w to, że otrzymałem od losu (a tak naprawdę od Chisy) kolejną, być może ostatnią szansę na wyjazd. Ta chwila sprawiła, że zacząłem wierzyć w cuda oraz ludzi. Ponownie wróciła mi wiara i odwaga do nauki języka oraz rozpocząłem przygotowania do rozmowy. Wykorzystałem wszystkie możliwości, jakie uzyskałem w ciągu ostatnich 3 lat – poprosiłem Tatsuyę o pomoc w przygotowaniu językowym do rozmowy, poprosiłem rodziców o pomoc w kwestii pedagogicznej oraz dziewczynę o pomoc w pisaniu licencjatu, aby zgłębić jeszcze bardziej wiedzę o Japonii. I choć rozmowa miała odbyć się za tydzień, to wiedziałem, że muszę dać z siebie jeszcze więcej, niż było to do tej pory możliwe. Poświęciłem całe dnie i noce, aby dać odczuć pracodawcy, że jestem tą osobą, której właśnie poszukuje.

Podążając za marzeniami

Na początku maja 2012 roku odbyła się rozmowa z koordynatorką projektu edukacyjnego oraz dyrektorem przedszkola. Na moje szczęście nikt z nas nie miał włączonej kamery internetowej, więc wszelkie pomoce były dostępne. Ponadto nie popełniłem tego samego błędu i umówiłem się na spotkanie o godz. 9:30 czasu polskiego. Rozmowa trwała prawie godzinę. Podczas niej opowiadałem o swoich doświadczeniach w pracy z ludźmi, zainteresowaniach Japonią oraz o tym, dlaczego zdecydowałem się na podjęcie praktyki edukacyjnej w przedszkolu, pomimo braku doświadczenia zawodowego w tej dziedzinie. I tu chyba mogę podziękować moim rodzicom za przekazanie mi genów nauczycielskich, gdyż żyjąc z nimi ponad 20 lat, rozmawiałem wielokrotnie o tym, jaka jest misja nauczyciela oraz jak bardzo kreatywne zajęcia można przeprowadzić, aby wykorzystać pełen potencjał dzieci. Po tym etapie rozmowy przyszedł czas na zweryfikowanie moich umiejętności językowych. Choć nie obyło się bez trudności i prośbach przetłumaczenia pytań na język angielski, to starałem się odpowiadać jedynie w języku japońskim. Po godzinie rozmowy zapytano się mnie, czy mam jakieś pytania o pracodawcy. Zadałem tylko jedno – kiedy uzyskam odpowiedź na swoją kandydaturę. Początkowo wywołało to lekkie zmieszanie u koordynatorki i dyrektora przedszkola, więc poproszono mnie o powtórzenie pytania. Kiedy zapytałem ponownie o termin odpowiedzi, tłumacząc, że we wcześniejszych rozmowach zwykle trwało to około tygodnia, dyrektor zaśmiała się i odpowiedziała, że nie muszę tyle czekać i podjęła już decyzję. I w tym momencie usłyszałem chyba najpiękniejsze i najwyraźniejsze trzy słowa w swoim życiu – „Welcome to Japan.”. Zaniemówiłem. Po ok. 20 sekundach ocknąłem się i uświadomiłem sobie, co się stało. Poprosiłem o powtórzenie decyzji, bo nie dowierzałem i gdy usłyszałem ponownie te trzy magiczne słowa, wyrzuciłem z siebie wszystkie emocje i zaczęliśmy się wspólnie śmiać. Z łamiącym głosem wzruszenia dziękowałem za szansę, jaką mi dano i obiecałem, że będą ze mnie zadowoleni. W ten sposób dowiedziałem się, że następne 3 miesiące spędzę na drugim końcu świata, ucząc japońskie dzieci języka angielskiego.

Bushidō – moja droga wojownika

Kolejne miesiące przebiegały bardzo dobrze. Załatwiłem na uczelni wszystkie kwestie administracyjne i wyjazdowe, obroniłem pracę licencjacką oraz zdałem egzamin na studia magisterskie do Poznania. W ciągu okresu wakacyjnego jeszcze nie zdawałem sobie sprawy z tego, że coś się zmienia w moim życiu. Do czasu, gdy 28 września 2012 roku wylądowałem na lotnisku Narita w Tokio. Rozglądając się wokół za postępującą technologią oraz innością tego miejsca, zdałem sobie sprawę że w danej chwili byłem chyba jedynym Polakiem w tym kraju. Zamknąłem na chwilę oczy i przypomniałem sobie wszystko, co przeżyłem w ciągu ostatnich trzech lat. Uświadomiłem sobie, że przejście tych trzech prób – wiary, odwagi i wytrwałości, otworzyło mi oczy na nowe możliwości. I z tym przekonaniem rozpocząłem nową przygodę w poszukiwaniu własnej drogi życia. Drogi wojownika.

dsc08892

Kacper Papiernik

This entry has 0 replies